Gdy pozwoliliśmy książce przez jakiś czas karmić się konieczną jej energią, weszła w ostatnią fazę programu i zaczęła się stopniowo przekształcać.
Pierwszy był dźwięk: delikatne modulowane wibracje.
Jednak w pewnym momencie książka zaczęła zmieniać i kształt: najpierw z jej powierzchni wydzielił się mały wirujący dysk, tak jakby szalka elektronicznej wagi laboratoryjnej, okrągła i wypuczona, a obok niej kilka innych kształtów.
Te kształty nie były statyczne, a wręcz przeciwnie: wibrując i wirując modulowały dalej zmieniając książkę w coraz bardziej skomplikowany trójwymiarowy kształt który nie był już książką a Mechanizmem.
Spojrzałem kątem oka na Marylę. Z rozszerzonymi z zachwytu źrenicami spytałem ją szybko i konkretnie – widziałaś to? – odpowiedziała mi krótko – tak.
Karty księgi ustąpiły miejsca pierwotnie czemuś w rodzaju płyty drukowanej, która to płyta uruchomiła stopniowo jakieś molekularne mechanizmy ruchome, które stopniowo narastały tworząc coraz to bardziej delikatne i subtelne struktury.
Niektóre z nich wchodziły w ruch wirowy pozyskując nowe pierwiastki z otoczenia. Widać było tam też nieznaczne ilości metali ponieważ struktury zaczęły być coraz bardziej subtelne i funkcjonalne — wirujące dyski przekształcały się w całe skomplikowane kształty pełniące jakieś trudne do zidentyfikowania funkcje ale w ewidentny sposób pozyskiwały teraz energię i materię z otoczenia, dzięki czemu mogły tworzyć struktury coraz bardziej zaawansowane.
W pewnym momencie wirujące kształty stały się tak piękne i subtelne że od książki trudno było oderwać wzrok. Przedstawiała ona sobą jakąś fascynującą historię której treścią była czysta fizyka. To już nie chodziło o literaturę, to już nie chodziło o emocje — to chodziło o zrozumienie świata w jego najbardziej elementarnej postaci. Wirujące dyski i wibrujące przestrzenie zmieniały kształty, subtelniały. Karty zamieniały się w transmitery i emitery...
Księga opowiadała Prawdę.
https://www.facebook.com/share/p/1HWow9wYiY/
